Czy wskaźnik zmiany biegów w samochodzie obniża spalanie?

Sprawdziłem to...

Wskaźnik zmiany biegów
0

Obecnie praktycznie w każdym kilkuletnim aucie spotkamy wskaźnik, który pokazuje nam, kiedy powinniśmy wrzucać wyższy bieg. Wszystko po to, żeby zmniejszyć spalanie. Postanowiłem sprawdzić, czy wskaźnik zmiany biegów w samochodzie rzeczywiście obniża spalanie?

Wskaźnik ten ma służyć za prymitywną eko-niańkę. Powodem jego stosowania jest wyświetlenie kierowcy informacji, kiedy ma zmienić bieg, żeby jeździł jak najoszczędniej, a tym samym silnik spalał jak najmniej paliwa. Sam mam taki wskaźnik na wyświetlaczu pomiędzy zegarami. Wyświetla on numer biegu na, którym powinienem w danym momencie jechać. Szczerze powiedziawszy, od samego początku uznałem to za totalną głupotę i nie zwracałem na niego uwagi, ani nie stosowałem się do wskazówek. Postanowiłem jednak sprawdzić, czy rzeczywiście zmiany biegów tak jak podpowiada komputer, skutkować będzie obniżeniem spalanie względem mojej normalnej jazdy.

Jak działa wskaźnik zmiany biegów w samochodzie?

Producenci nie postarali się i zrobili to w prymitywny sposób. W moim Oplu Astrze J wskaźnik zmiany biegów działa tak, że bez względu na wszystko każe mi zmieniać z 1 na 2 przy 2500 obr/min., a w pozostałych przypadkach zmieniać biegi powinienem przy 2000 obr./min. Pokazuje on tylko kiedy powinniśmy wrzucić wyższy bieg.

Założenia testu

Założenia były bardzo proste. Sprawdzić w najbardziej przybliżonych warunkach i dystansie 300 km jak będzie wyglądało spalanie, kiedy będę stosował się do wskaźnika zmiany biegów w samochodzie w porównaniu do normalnej jazdy. Zatankowałem bak do pełna, przejechałem 300 kilometrów, stosując się do wskaźnika zmiany biegów bez względu na wszystko. Następnie ponownie zatankowałem do pełna, żeby wyliczyć realne spalanie i pokonałem kolejne 300 kilometrów, jeżdżąc całkowicie normalnie. Czyli zmieniałem biegi przy ok. 3000 obr./min., bardzo rzadko przy 2500 obr./min. Jeżeli chciałem wyprzedzić lub dynamiczniej przyśpieszyć to zmieniałam przy 3500 – 4000 obr./min. Jak widzicie, moja normalna jazda jest raczej ekonomiczna.

W obu etapach starałem się hamować silnikiem i przewidywać sytuację na drodze, aby niepotrzebnie nie przyśpieszać itp. Każde z trzystu kilometrów pokonałem, jeżdżąc te same odcinki, żeby zachować jak najbardziej zbliżone warunki. Tankowałem zawsze do pierwszego odbici, na tej samej stacji.

Wyniki testu

Dystans, który przejechałem, stosując się bez względu na wszystko do wskaźnika zmiany biegów, zakończył się spalaniem 6,44 l/100 km – liczone z dystrybutora. Komputer pokładowy pokazywał spalanie 5,9 l/100 km, czyli przekłamuje o ok. 0.5 litra. Średnia prędkość na tym etapie wyniosła 42,5 km/h.

Jazda zgodnie ze wskaźnikiem zmiany biegów
Jazda zgodnie ze wskaźnikiem zmiany biegów

Drugie 300 kilometrów jeździłem zupełnie normalnie. W tym przypadku realne spalanie na testowym dystansie wyniosło 7,06 l/100 km. Średnia prędkość wyniosła 35,3 km/h, czyli nieco mniej niż w pierwszym przypadku. Wynika to z tego, że kilka razy stałem w sporym korku. Komputer pokładowy w połowie tego dystansu pokazywał spalanie 6,5 l/100 km, na koniec po 300 km 6,7 l/100 km. Jak widać, w tym przypadku komputer przekłamał o 0,37 l/ 100 km, czyli mniej niż w pierwszym przypadku. Jest to norma w Astrze, że komputer przekłamuje o różną wartość. Wiele razy mi się tak zdarzyło.

Wnioski

Dosyć niskie spalanie 6,44 l/100 km, kiedy zmieniałem biegi zgodnie ze wskaźnikiem, uzyskałem nie tylko przez to, że wrzucanie wyższego biegu następowało przy 2000 obr./min., ale także przez to, że nie wciskałem mocno gazu przy przyspieszaniu. Jeździłem bardzo ślamazarnie. Moja Astra ma koło dwumasowe, a jak wiadomo, nie służy mu jazda i dynamiczne przyspieszanie na niskich obrotach. Wydaje mi się, że głównym czynnikiem, przez który uzyskałem tak niskie spalanie, było bardzo łagodne operowanie gazem. Obserwując i porównując chwilowe zużycie paliwa przy jednostajnej jeździe z obrotami 1500 obr./min/., a 2000 obr./min. było ono praktycznie takie same. Dlatego uważam, że ciągła jazda i patrzenie na ten wskaźnik jest głupotą. Właściwie nie da się tak jeździć. Ciągła zmiana biegów przy tak niskich obrotach nie jest również dobra dla silnika i podzespołów. Poza tym musiałem dużo częściej sięgać po lewarek, co było trochę wkurzające, szczególnie w mieście.

Przeczytaj także: Czy to koniec silników diesla?

Różnica w spalaniu wyniosła 0,62 l/100 km. Nie jest więc ona jakaś kolosalna. Jeżdżąc miesięcznie średnio 1000 km, zaoszczędzimy w ten sposób ok. 30 zł, czyli niewiele. Jednak przy rocznych przebiegach 10 000 km będziemy w stanie zaoszczędzić ok. 300 zł, a przy 20 000 km 600 zł. Taka kwota może już skłonić do zastanowienia czy przypadkiem nie stosować się do wskaźnika zmiany biegów w samochodzie. Z drugiej jednak strony oszczędności na paliwie trzeba zestawić z konsekwencjami takiej jazdy. Obecnie dużo samochodów ma koło dwumasowe, które bardzo nie lubi jazdy na niskich obrotach i gwałtownego z nich przyśpieszania. Po kilku latach takiej jazdy może nadawać się ono do wymiany. Średni koszt dwumasy to ok. 2000 zł plus wymiana. Dlatego najpierw dobrze się zastanów czy warto.

Mój test wyraźnie pokazał, że wskaźnik zmiany biegów w samochodzie obniża spalanie. Oszczędności mogę jednak okazać się pozorne i krótkoterminowe. Z drugiej jednak strony, jeżeli ktoś jeździ bardzo ostro, taka Astra jak moja spali ok. 9 l/100 km. Wtedy różnica w spalaniu będzie znacznie wyższa, a zmiana nawyków poprzez stosowanie się do wskaźnika zmiany biegów może wyjść na dobre.

Jeżeli chcesz jeździć oszczędnie, stosuj zasady ecodrivingu (z wyjątkiem tej, która mówi, żeby jeździć na jak najwyższym biegu) i patrz na chwilowe zużycie paliwa. To na jego podstawie z czasem nauczysz się samochodu i osiągniesz niskie spalanie, przy zachowaniu rozsądnej dynamiki jazdy.

 

Zapisz się do Newslettera.

Może ci się spodobać

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.